Home Linki Archiwum Mistrzostwa świata Husqvarna 2011 - relacja Vladimira Nipotiego.
PDF Drukuj

Artykuł o czwartych mistrzostwach świata w gomoku oczyma Vladimira Nipotiego.

Z początku chciałem napisać artykuł o moich grach na mistrzostwach świata, lecz po kilku dniach pisania doszedłem do wniosku, że gry nie są tego warte. Zamiast tego chciałbym się z Wami podzielić komentarzami, uczuciami i poglądem o największym i najcięższym turnieju gomoku, jaki został kiedykolwiek zorganizowany.

O 10:30 na lotnisku Praga-Ruzyně spotkała się następująca grupa graczy: Břetislav Krček, Aleš Rybka, Štěpán Tesařík i ja. Wsiedliśmy do samolotu lecącego do Sztokholmu. Nie był to
z pewnością najtańszy środek transportu, jednakże był najbardziej komfortowy jak również najszybszy. Już po dwóch godzinach przybyliśmy do Sztokholmu i mogliśmy cieszyć się urokami "Wenecji Północy".

Całe popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu miasta i o 23:00 udaliśmy się do Jönköping, gdzie dotarliśmy o 2:30. Zostaliśmy odebrani przez Bengta Asplunda, któremu jesteśmy bardzo wdzięczni ! Bengt zawiózł nas do sąsiedniego miasta - Husqvarny. To małe miasto, liczące około 30 000 mieszkańców, miejsce urodzenia prezesa Międzynarodowej Federacji Renju - Petera Jonssona stało się centrum najważniejszego wydarzenia, jakie może zaoferować ta gra. Peter spełnił swoje główne marzenie o zorganizowaniu mistrzostw w rodzinnym mieście.

Zostaliśmy zakwaterowani w szkole, która była również miejscem rozgrywania wszystkich turniejów podczas tegorocznych mistrzostw. Zostały dla nas przygotowane łóżka, materace i poduszki, ogólnie zakwaterowanie było bez zarzutu. Było nie tylko zaledwie kilka kroków od sali turniejowej, ale także za darmo ! Nocleg (jak prawie wszystko) jest w Szwecji dość drogi i odczuli to ci, którzy zdecydowali się na pobyt w hostelu. Najlepsze w tym wszystkim było to, że większość zatrzymała się w szkole. Oznaczało to jedno - mogliśmy bawić się każdego dnia i tak też czyniliśmy. Większość czasu spędzaliśmy w kuchni (nie tylko z powodu alkoholu w lodówce) i graliśmy w mafię, bardziej znaną jako miasto Palermo.

Innym często odwiedzanym miejscem była sala ze stołem pingpongowym. Krążyliśmy wokół stołu
i mając w ręku cokolwiek, czym można było odbić piłeczkę (były tylko 4 rakietki) raczyliśmy się grą. W szkole działało Wi-Fi, więc każdy mógł połączyć się z Internetem. Pomimo kilku drobnych problemów z prysznicami i mniejszą liczbą toalet w szkole nic tak naprawdę nie przeszkadzało
i każdy, kto został zakwaterowany w szkole był zadowolony.

Organizacja turnieju była na najwyższym poziomie. Główny organizator - Peter Jonsson miał do pomocy 5-6 ochotników z grona szwedzkich graczy. Każdy turniej był przeprowadzany we własnym pokoju. Zakaz korzystania z telefonów komórkowych był z początku dla mnie trochę niewygodny. Byłem przyzwyczajony do słuchania muzyki w każdym turnieju, w którym do tej pory uczestniczyłem, a teraz utknąłem bez niego. Na szczęście nie był to poważny problem i szybko się dostosowałem.

Ceremonia otwarcia składała się z trzech części. Pierwsza cześć polegała na zwiedzaniu
z przewodnikiem muzeum jednej z najstarszych firm na świecie - Husqvarny, która produkuje niemal wszystko, o czym można pomyśleć (bronie, motocykle, maszyny do szycia, maszyny do cięcia trawy i wiele innych). Druga część była tą właściwą; wprowadzenie zawodników i losowania. Ostatnią część stanowił poczęstunek. Dość słaby, dlatego sporo osób ledwo po paru minutach wróciło do szkoły. W przeciwieństwie do otwarcia ceremonia zamknięcia, która miała miejsce
w miejscowym teatrze  była o wiele bardziej interesująca. Mogliśmy zobaczyć lokalny zespół ludowy
i jego oryginalne tańce. Naturalnie głównym punktem było ogłoszenie wyników i "ukoronowanie" zwycięzców.

Później zostaliśmy podwiezieni przez naszych osobistych kierowców (mianowicie Petera Jonssona, Bengta Asplunda, Madli Mirme, Piotra Małowiejskiego i jeszcze jedną Szwedkę) do małego domku z pięknym widokiem na miasto i sąsiednie jeziora, gdzie ostatecznie mieliśmy grilla.

Była to świetna okazja aby spotkań nowych przyjaciół, ponieważ wielu graczy nie miało wystarczająco czasu (lub nastroju bądź odwagi) podczas turnieju. Gracze gomoku i renju wzajemnie sprawdzali swoje umiejętności gry na gobanach.

Śpiewaliśmy, robiliśmy zdjęcia, jedliśmy i piliśmy, śmialiśmy się i bawiliśmy tak dobrze, jak to możliwe. Jednak z chwilą gdy zabrakło jedzenia i picia, zaczęliśmy powoli wracać do szkoły (oczywiście z pomocą naszych osobistych kierowców). Impreza w szkole trwała aż do świtu, więc spaliśmy tylko kilka godzin przed naszym wyjazdem o 9:00.

Zanim zacznę opisywać sam turniej, chciałbym przede wszystkim pogratulować Attili Demjánowi zasłużonego zwycięstwa w gomoku. Grał najlepiej i popełnił najmniej błędów ze wszystkich graczy. Osiągnął swój ostateczny cel i stał się najlepszym graczem na świecie. Więcej komentarzy odnośnie do pozostałych graczy turnieju A nastąpi później.

Pięciu graczy swoje miejsce w turnieju finałowym miało zagwarantowane. Z tego powodu kwalifikacje nie były ciężkie, jednak wciąż było jeszcze sporo chętnych do gry w finale i nikt nie chciał oddać punktu bez walki. Muszę przyznać, że przeszedłem kwalifikacje dość łatwo. Zawdzięczałem to dobrej znajomości teorii jak też dochodzeniu do optymalnej formy przez rozgrywanie kolejnych partii. Gdyby ktoś przed turniejem zapytał mnie, kogo typuję do gry w finale, odpowiedziałbym Piotr Bieniek i Oleg Bulatovsky.  Pierwszemu z nich nie udało się zakwalifikować z powodu gorszego współczynnika, jak też jego gry nie były tak dobre jak można by oczekiwać. Dotyczyło to również drugiego wskazanego przeze mnie gracza. To wyraźnie pokazało, że znajomość teorii jest ważna, ale nie jest wszystkim czego potrzeba na takiej imprezie. Doświadczenie i czucie gry może okazać się decydującym czynnikiem. Zamiast wspomnianych graczy kwalifikacje do turnieju finałowego uzyskali Štěpán Tesařík, co ucieszyło całą naszą czeską ekipę i estoński gracz Villem Mesila - największa niespodzianka kwalifikacji. Poza tym awansowali (zgodnie z oczekiwaniami) trzej polscy gracze - Adrian Fitzermann, Maciej Nowakowski i Michał Żukowski.

W turnieju finałowym byli obecni wszyscy uczestnicy poprzedniego finału i kilku nowicjuszy. Oznacza to, że z wyjątkiem 2-3 osób rywalizowała światowa elita. Z mojego punktu widzenia wydawało się, że poziom zawodników jest dość wyrównany i oprócz Attili nie można było dokładnie wskazać różnicy pomiędzy najlepszymi i pozostałymi graczami. Mówiąc, że najtrudniejszymi konkurentami byli dla mnie Pavel Laube, Gergö Tóth, Attila Demján i Artur Tamioła, zdawałem sobie sprawę, że gry przeciwko nim będą dla mnie decydujące i dlatego byłem bardzo podekscytowany kiedy dowiedziałem się, że nie będę zaczynał tylko z jednym z nich. Czasami jednak okazało się być dla mnie i pozostałych graczy trudne, zdecydować które otwarcie wybrać. To był rodzaj gorzkiej korzyści dla otwierającego gracza. Byli również gracze jak Maciej Nowakowski, Michał Żukowski i Björn Lind, którzy byli czarnymi końmi turnieju i mogli postawić trudne warunki czołowym graczom, co rzeczywiście miało miejsce.

Generalnie turniej był znacznie trudniejszy niż poprzedni w Pardubicach (2009). Nie tylko ze względu na większą ilość finalistów (więcej rund), ale także ze względu na dłuższy limit czasu
(w Pardubicach było 80 minut + 30 sekund za ruch). Było więc możliwe śledzenie batalii trwających nawet 5,5 godziny.

Gomoku miało więc takie same parametry jak renju. Chociaż poziom gier nie był tak wysoki, był wciąż wyższy niż w Pardubicach (przynajmniej w moim przypadku). Jeżeli spojrzycie na gry z tych mistrzostw, na pierwszy rzut oka nie będą wyglądać lepiej. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że przy tak dużej ilości czasu nawet najmniejsze błędy były wykorzystane i każdy ruch musiał być przemyślany znacznie dokładniej niż przy limicie 80 minut na grę. W związku z tym byliśmy świadkami ciekawej tendencji. Prawie każdy gracz zamiast korzystać z opcji swap2, próbował
w swojej głowie rozwiązać schemat pomimo faktu, że wiele schematów jest tak trudnych iż ciężko znaleźć jedyny możliwy ruch, który jest prawidłowy. Jedyną osobą, która była skuteczna
w rozwiązywaniu schematów był Attila.

W trakcie turnieju było kilka dyskusji poświęconych regule swap2. Według niektórych graczy, zasada swap2 będzie wkrótce przestarzała i będzie niezbędne aby wymyślić nową. Wadą tej zasady jest ograniczona ilość grywalnych otwarć. Dowodem były problemy z wyborem właściwych otwarć, które napotkało większość finalistów. Były 3 rodzaje stosowanych otwarć: rogowe, centralne oraz schematy, ale nie można ich wykorzystywać (przynajmniej pierwszych dwóch) przeciwko niektórym graczom. Wierzę, że swap2 ma wciąż potencjał, ponieważ dwa dodatkowe kamienie na planszy wciąż mogą stworzyć wiele nowych, ciekawych pozycji, które nie zostały jeszcze przeanalizowane. Moim zdaniem swap2 będzie wykorzystywane jeszcze przez kilka lat, ale po jakimś czasie, gdy tej teorii będzie coraz więcej, wprowadzenie nowej zasady będzie konieczne. Prawdopodobnie będzie to wariant podobny do zasady Taraguchi z renju. Przynajmniej tak przypuszczam.

Osobiście uważam, że gomoku zrobiło krok naprzód. Możecie zauważyć, że w Pardubicach gracz renju zajął 4. miejsce, a w tym turnieju gracze renju kończyli na ostatnich pozycjach i to wyraźnie.

Nigdy do turnieju nie przegotowywałem się tak mocno jak tym razem, co powoduje smutek iż zająłem "tylko" 4. miejsce na mistrzostwach. W innych okolicznościach byłoby to wspaniałym rezultatem i może po upływie pewnego czasu ujrzę to w ten sposób. W tej chwili, biorąc pod uwagę że miałem wygrywającą pozycję przeciwko graczowi, który zajął 3. miejsce i powinienem ją wygrać, a czego nie uczyniłem, jest rozczarowaniem. Może to być przydatne przy wskazaniu błędu, ponieważ zdarzyło mi się to nie pierwszy raz na głównym turnieju i takie błędy będą wyeliminowane przez mniej doświadczonych, a zwłaszcza młodych graczy. Jest takie powiedzenie, że nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale widocznie nie ma zastosowania w gomoku. Dwa lata temu zrobiłem kilka szybkich ruchów w sytuacji, której powinienem zrobić krok wstecz i naprawdę przemyśleć drogę do wygranej. Kosztowało mnie to przegraną partię. W tym roku ponownie zapomniałem zrobić jeden kluczowy ruch i to kosztowało mnie medal. W obu przypadkach wydarzyło się to przy moim własnym otwarciu, co więcej - w wygrywającej pozycji. W pierwszej chwili chciałem grać szybko i skutecznie, ale nie skupiłem się wystarczająco. Nie mając większego doświadczenia, może była to tylko młodzieńcza lekkomyślność bądź chęć popisania się. Tego roku byłem bardziej doświadczony
i skoncentrowany. Podczas turnieju popełniłem tylko kilka błędów, nie popisywałem się, lecz
w decydującym momencie kluczowej partii turnieju zagrałem ten szybki, porywczy ruch i co najważniejsze - przegrywający. Wszystko co musiałem zrobić, to w pierwszej kolejności postawić trójkę, a następnie postawiony ruch, ale tego nie zrobiłem.

Jeśli podsumuję mój udział na mistrzostwach, wydaje mi się że wybrałem złą strategię otwarć. Grałem wyłącznie schematy i przegrałem je 3-krotnie. Może nie chciałem tracić sił i łatwo wygrywać lub nie chciałem spędzać 4, 5 godzin przy planszy, a może po prostu byłem zbyt leniwy. Czyni mnie to smutniejszym, ponieważ byłem w dobrej dyspozycji i czułem się mocny. Mogę nawet powiedzieć, że byłem w najlepszej formie w swoim życiu...

Oceniając wyniki czeskich graczy chciałbym powiedzieć, że zaszła poprawa. Duże gratulacje należą się Milanowi Čapákowi, który zwyciężył w turnieju B gomoku i jako jedyny czeski graczy wrócił
z medalem ! Najbardziej usatysfakcjonowana była polska reprezentacja, której gracze zajęli miejsca: 2, 3, 5 i 7. Dla porównania czescy reprezentanci zajęli "tylko" 4, 9 i 11 miejsce. W związku
z tym powinniśmy zagrać lepiej, ale należy wziąć pod uwagę fakt, że wielu czołowych graczy z Czech nie wzięło udziału w turnieju. W świetle powyższych wyników można stwierdzić, że poziom polskiego gomoku (może i węgierskiego) jest wyższy niż czeskiego, mają więcej czołowych graczy (tylko Polacy) i ich znajomość teorii jest również lepsza. To jest to, co powinniśmy poprawić.
Z drugiej strony jest jeszcze jeden istotny fakt, mamy regularnie trzy turnieje w roku ze stałą liczbą uczestników, a większość z naszych graczy nie jeździ na turnieju w celu rywalizacji, lecz spotykania się ze sobą i wspólnej zabawy. To się liczy - posiadanie stabilnej i przyjaznej społeczności gomoku. Jest to naszą główną przewagą nad Polską i Węgrami, gdzie zmagają się z trudem organizacji turniejów na żywo.

Zwycięzcą turnieju renju został Cao Dong, który był i wciąż jest najsilniejszym graczem. Srebrny medal wywalczył Huang-yu Lin z Tajwanu, a brązowy Huang Jinxiang z Chin. W świecie renju dominującym krajem są więc Chiny, których gracze znają teorię lepiej niż ktokolwiek na świecie. Miejsca dla swoich krajów w następnych mistrzostwach zapewnili następujący gracze: Vladimir Sushkov (Rosja), Dai Xiaohan (Chiny), Tunnet Taimla (Estonia) i Yuuki Oosumi (Japonia).

Na koniec skomentuję i ocenię finalistów turnieju gomoku.

Attila Demján: na poprzednich mistrzostwach zajął drugie miejsce, teraz zwyciężył zasłużenie. Nikt nawet nie był blisko niego. Był silny i pewny siebie. Przemyślał każdy ruch i popełnił minimalne błędy. Uzyskał 10 z 11 możliwych punktów, nie przegrywając nawet żadnej gry.

Artur Tamioła: mistrz świata z 2009 roku, ale tym razem nie miał motywacji i nie był przygotowany. Przegrał dwa schematy, ale wciąż grał wystarczająco dobrze. Moja najcięższa gra była właśnie przeciwko niemu. Cztery godziny walki, która oferowała kilka potężnych ruchów, jak również kilka słabszych, gdzie musiałem się zmierzyć z atakiem z obu stron i gdzie blokowanie od początku do końca doprowadziło do wygranej Artura. Zasłużył na drugie miejsce.

Michał Żukowski: zdobył brązowy medal zamiast mnie i dzięki mojej głupocie. Przed turniejem prawdopodobnie nikt nie wymieniłby go wśród potencjalnych medalistów, sprawił niespodziankę. Swoje gry rozegrał optymalnie. Sporo punktów uzyskał dzięki znajomości teorii i schematów.

Vladimir Nipoti: jak zacząć. Mój występ był zdecydowanie lepszy niż poprzednio. Byłem cierpliwy, przeważnie się nie spieszyłem i długo myślałem. Oprócz karygodnych błędów mogę być dumny
z moich gier. Cieszyłem się wieloma z nich  i było wspaniale grać przeciwko najsilniejszym graczom na świecie.

Adrian Fitzermann: pierwszy raz w finale i od razu zajął 5. miejsce. Moim zdaniem to świetny rezultat dla niego. We wszystkich grach starał się długo myśleć, ale nie był skuteczny. Kilka razy zrezygnował ze swojego ultradefensywnego stylu gry i zaatakował. 5. miejsce na mistrzostwach świata bez głębszej znajomości teorii jest niewątpliwie satysfakcjonujące dla niego.

Gergö Tóth:  początkowo myślałem, że zdobędzie jeden z medali.  Zwłaszcza po zremisowanej partii z Attilą, w której miał wygraną.  Gergö przez cały rok niszczył swoich przeciwników w Internecie. Znał prawie całą teorię. Porażka z Lindem (jak też "tylko" remis z Attilą) złamała jego ducha
i pewność siebie. Pomimo wygranej ze mną na moim schemacie i kilku kolejnych zwycięstw, stracił na kilku słabszych graczach i znów się załamał. Jest drugim pechowcem turnieju, tuż za mną.

Maciej Nowakowski: kiedyś wygrywał sporo turniejów w Polsce. Obecnie nie trenuje za dużo
i pokazuje wyłącznie swoje naturalne zdolności do gry. Jest graczem, który lubi długo pomyśleć. Na początku przegrywał każdą grę, ale w drugiej części turnieju odżył i osiągnął 5 punktów, w tym jeden zyskany przeciwko mnie.

Björn Lind: jedyny szwedzki gracz w turnieju gomoku. Pięciokrotny z rzędu mistrz kraju w gomoku. Przed finałem ludzie nie dawali mu większych szans, lecz wiedziałem że może sprawić niespodziankę. Pomimo faktu, że przegrał z kilkoma graczami których mógł pokonać, osiągnął remis z Tamiołą oraz pokonał Tótha i Fitzermanna. Według niego, było to rozczarowanie. Najprawdopodobniej tak było. Moim zdaniem był niecierpliwy i to kosztowało go kilka gier.

Pavel Laube: brązowy medalista z Pardubic i jeden z moich największych konkurentów w turnieju. Turniej absolutnie mu się nie udał. Brakowało mu motywacji a czasami nawet woli walki. Poddał się po przegraniu kilku gier. Może nie był wystarczająco dobrze przygotowany (albo wcale) bądź były inne czynniki, lecz nie zaprezentował swojego potencjału.

Ko-han Chen: Było wspaniale mieć w finale uczestnika pochodzącego z Azji i skonfrontować się
z innym, nieznanym stylem gry. Dodało to trochę pikanterii do finału. Nie wiem jaki jest jego poziom na co dzień, ale wiem że był w finale turnieju renju poprzednim razem i że na coś liczy. Miał kilka dobrych gier, 10. miejsce jest adekwatne do jego występu.

Štěpán Tesařík: inny reprezentant Czech, który najprawdopodobniej miał najlepszą formę w swojej karierze. Popełnił kilka błędów i to kosztowało go kilka punktów, które mógł zdobyć. Sądzę, że zdobył w finale bezcenne doświadczenie, które pomoże mu w przyszłości.

Villem Mesila: największa niespodzianka kwalifikacji, ale oczywiście ostatnia pozycja w finale. Myślał długo i był w stanie dojść do kilku solidnych ruchów. Pokonał nawet Tótha i Linda. Jako niedoświadczony gracz gomoku (specjalizuje się w renju) bez znajomości teorii nie miał szans na lepsze miejsce.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z pobytu w Szwecji. Był to najcięższy turniej w jakim kiedykolwiek grałem. Nie było żadnego turnieju, który zmusiłby mnie do analizy
i myślenia o tak dużej ilości ruchów jak ten. Turniej zostawił na mnie ślad i wróciłem do domu kompletnie wyczerpany. Był to również jeden z najlepszych o ile nie najlepszy turniej w jakim kiedykolwiek grałem. Cieszę się, że spotkałem kilku starych znajomych jak i nowe twarze. Miejmy nadzieję, że 5. mistrzostwa świata w 2013 roku będą jeszcze lepsze niż te.

Trochę moich statystyk:

  • liczba gier: 11 (6 wygranych, 5 porażek)
  • liczba ruchów: 313
  • najkrótsza gra (ilość ruchów) 18 z Tesaříkiem
  • najdłuższa gra (ilość ruchów) 45 z Nowakowskim
  • najkrótsza gra (czas) 82 minuty z Tóthem
  • najdłuższa gra (czas) 225 minut z Tamiołą.

Tłumaczenie - Michał Żukowski

 
 

Logowanie